Słowa te skierowała do Andrzeja Poczobuta, polskiego dziennikarza na
Białorusi, jednego z liderów polskiej mniejszości w tym kraju, który odebrał
przyznane mu przez ŚSMP w 2021 roku wyróżnienie „Za wolność słowa”. Stał się
także członkiem honorowym Stowarzyszenia.
Gospodarzem uroczystości był Marek Błoński, prezes Polskiej Agencji Prasowej, który
zacytował list, który z więzienia na Rakowieckiej napisał do generała Czesława
Kiszczaka działacz opozycji, Adam Michnik: „Dla mnie, panie generale, więzienie nie
jest żadną szczególnie dotkliwą karą. To nie ja jestem więziony, to Polska. Szczęśliwy
jestem, że znalazłem się po właściwej stronie, wśród ofiar, a nie oprawców. W życiu
każdego uczciwego człowieka, panie generale, przychodzi taki trudny moment, kiedy
za proste stwierdzenie faktu: »to jest czarne, a to jest białe«, trzeba drogo płacić.
Może to być cena życia. Może to być cena życia płacona w Cytadeli, za drutami
Sachsenhausen, za kratami Mokotowa”.
Uroczystość nie przez przypadek odbyła się w PAP-ie. Przed rokiem trafiła tam
bowiem w depozyt statuetka. Teresa Sygnarek opowiadała, że do tego stopnia ciążyła
jej na półce w domowej biblioteczce, że wpadła na szalony plan, żeby jechać na
Białoruś i spróbować spotkać się z Andrzejem. – Mam podwójne obywatelstwo.
Skontaktowałam się ze szwedzkim Ministerstwem Spraw Zagranicznych, które
powiedziało, że podwójne obywatelstwo na Białorusi nie jest uznawane. Kiedy
dostałabym się tam z Polski, byłabym traktowana jako polska obywatelka, a oni nie
mogliby nic zrobić – wspominała Teresa Sygnarek. Prezes ŚSMP była także z Justyną
Prus z PAPu współprowadzącą wywiad z Andrzejem Poczobutem. Pytała go między o
rolę języka polskiego.
Teresa Sygnarek: Czy podzielasz zdanie, że język polski poza granicami kraju to nie
jest tylko dowód tożsamości, ale także inne spoiwo. Jak ważne jest to w różnych
krajach, ale szczególnie na Grodzieńszczyźnie i Białorusi? Jak ważne to jest, żeby znać
i uczyć dzieci i młodzież języka polskiego? – zadała pytanie.
Andrzej Poczobut: Trudno przecenić znaczenie języka polskiego dla mniejszości
polskiej, niezależnie od tego, w jakim państwie ona mieszka. Oprócz tego wszystkiego,
co powiedziałaś, to są drzwi, które otwierają cię na cały świat. Bez języka polskiego,
polskość nie przetrwa. Owszem, zarówno na Białorusi, jak i w innych krajach są
osoby, którym została polska świadomość zaszczepiona, ale nie znają naszego języka.
Problem polega na tym, że następne pokolenia bez języka już tej świadomości nie
będą miały. Dlatego tyle uwagi „Głos znad Niemna”, tygodnik Związku Polaków na
Białorusi, gdzie pracowałem, poświęca rozwojowi nauki języka polskiego –
odpowiedział.
Odniósł się także do zapowiadanego we wrześniu powrotu na Białoruś.
AP: To naturalne, że chcę wrócić na Białoruś. W 2005 roku należałem do osób, które
nawoływały działaczy Związku Polaków na Białorusi, żeby się nie uginali pod presją
władz, czyli bronili niepodległości organizacji, bronili wewnętrznej jedności, bo
konflikt sprowadzał się do prostego pytania: czy to białoruskie służby specjalne będą
decydowały, kto jest kierownikiem organizacji, czy będzie decydowała organizacja.
My broniliśmy prawa do tego, żeby Związek samodzielnie wybierał kierownictwo.
Spotykaliśmy się wtedy z wieloma ludźmi w terenie. Dziś czuję za nich
odpowiedzialność. Jak człowiek idzie z przodu przed ludźmi, to jest za nich odpowiedzialny.
Nasza obecność na Białorusi jest swoistą gwarancją bezpieczeństwa.
Jeżeli coś ma się stać w polskiej kwestii, to stanie się z nami. Muszę być z ludźmi,
których prowadziłem – dodał.
Mówił także o lepszych okolicznościach na Białorusi niż ostatnio. Jeżeli mamy dziś
pięć minut wolności na Białorusi, to w naszym interesie jest, żeby zrobić z nich
dziesięć. A jeżeli by się dało, to nawet piętnaście. A to, dla setek tysięcy Polaków na
Białorusi, byłoby wielkim osiągnięciem.
Światowe Stowarzyszenie Mediów Polonijnych skupia na dziś ponad 160 dziennikarzy
polskich z całego świata. Na piątkową uroczystość zarząd przyjechał w komplecie.
Oprócz Teresy Sygnarek, byli to: jej zastępczyni Anna Traczewska, sekretarz Tomasz
Wolff oraz Ewa Ikwanty, Maria Pyż i Edward Trusewicz.
Tekst: Tomasz Wolff
Zdjęcia: Markus Sygnarek

Napisz komentarz
Komentarze